Uzasadnienie
Dzisiaj nasz związek liczy niespełna 13 tysięcy członków. Jest największą liczebnie organizacją zrzeszającą obywateli narodowości polskiej na świecie. Oznacza to również, że PZKO w dalszym ciągu dysponuje dużym zaufaniem społecznym. Nikogo mam nadzieję nie trzeba przekonywać, że PZKO od lat działa na rzecz całej naszej społeczności polskiej na Zaolziu, a nie tylko na rzecz samego siebie. Mandat uzyskany z rąk kilkunastotysięcznej rzeszy członków PZKO jest przede wszystkim odpowiedzialnością, aby stworzyć tej organizacji właściwe warunki jej funkcjonowania.
Zgodnie ze statutem KP, wybrani delegaci na Zgromadzenia Ogólne – w tym również obecni na sali członkowie PZKO - występują na ZO KP w roli delegata Kongresu Polaków a nie członka PZKO. Na Zgromadzeniu Ogólnym KP nie reprezentują więc PZKO, ale samych siebie. Tego faktu nie trzeba chyba nikomu tłumaczyć. Według obowiązującego statutu KP, PZKO ma prawo do delegowania tylko dwóch swoich przedstawicieli do tego największego organu, decydującego o kierunkach i strategii działania. Takie samo prawo do delegowania dwóch kandydatów ma i pozostałych 30 organizacji zrzeszonych w Kongresie Polaków.
Kongres Polaków jest organizacją zrzeszającą i reprezentującą wszystkich Polaków w RC. Przynajmniej tak brzmi odpowiedni zapis statutowy. Wychodząc z tego założenia można by stwierdzić, że jest naszym parlamentem.
W parlamencie tym powinni zasiadać reprezentanci poszczególnych organizacji wchodzących w jego skład. Organizacje te można by przyrównać do partii politycznych. Liczba ich przedstawicieli w parlamencie zależy od wielkości ich elektoratu. Taka formuła właśnie zapewnia sprawiedliwe reprezentowanie interesów każdej organizacji, partii czy grupy zawodowej. Dlatego powinien zostać zachowany parytet ilościowy delegatów na ZO KP, odzwierciedlający nie tylko liczebność reprezentowanej organizacji, ale i jej wkład w działalność kulturalno-oświatową i pozostałą.
Dlaczego uważamy, że organizowanie sejmików wydaje się być zupełnie niepotrzebne? Każda z organizacji zrzeszonych w KP ma w swoich zapisach statutowych działanie na rzecz polskiej mniejszości na Zaolziu lub obronę jej interesów. PZKO jest jedną z nich.
Dlatego obrona interesów każdego obywatela narodowości polskiej, w tym również osób fizycznych niezrzeszonych w żadnej z organizacji, należy do naszych podstawowych zadań statutowych.
Tym samym organizowanie sejmików wydaje się być zupełnie niepotrzebne.
Osoby fizyczne, z małymi wyjątkami, nie biorą żadnego udziału w działalności terenowych struktur KP i oprócz siebie samych nie reprezentują nikogo innego. Nie jest to pogląd jednostkowy, ale przekonanie większej części członków PZKO (i nie tylko) i wynikająca z tego frustracja z członkostwa PZKO w Kongresie Polaków. Intencją proponowanych przeze mnie zmian statutowych jest zmiana takiego nastawienia do Kongresu Polaków i przekonanie członków PZKO do włączenia się do współpracy.
Dlatego jak najbardziej uzasadnione jest wprowadzenie takiej zmiany do statutu KP, która usunie z zapisów statutowych instytut sejmiku gminnego oraz pełnomocnika gminnego a wybory na Zgromadzenie Ogólne KP odbywać się będą na podstawie wyboru delegatów z poszczególnych organizacji zrzeszonych w KP. Wybory delegatów mogłyby przebiegać w ramach Komitetów Obwodowych KP, które zapisane są już w statucie, lecz zapis ten nie jest realizowany w praktyce.
Jeśli ktoś dopatruje się w proponowanych zmianach statutu KP ograniczenia wolności obywatelskich, to idąc tym tokiem rozumowania można by twierdzić, że w związku z tym cały system wyborów parlamentarnych w Republice Czeskiej jest niedemokratyczny, ponieważ zgodnie z zachowaniem obywatelskiego charakteru, w chwili obecnej ani jedna osoba w Parlamencie Republiki Czeskiej nie reprezentuje samej siebie!
Reprezentacja różnych grup społecznych w demokratycznych systemach europejskich odbywa się poprzez posłów czy delegatów. Każdy obywatel RC, nawet nie będący członkiem żadnej partii, może poprzez swoich posłów (tu:delegatów) wyrazić swój pogląd i mieć w ten sposób wpływ na bieg dziejów.
W praktyce wiemy jak to wygląda, jednak pragnąłbym przypomnieć, że na całym świecie jak dotąd nikt nic lepszego, czy bardziej sprawiedliwego nie wymyślił.
Uważamy, że wybór prezesa KP również powinien przebiegać z zastosowaniem obywatelskiego charakteru KP. Dotychczas prezesa wybierała 9 osobowa RKP. Prezes RKP wybrany przez wszystkich delegatów ZO Kongresu Polaków otrzymuje o wiele mocniejszy mandat.
Intencją proponowanych zmian w statucie KP nie jest uzyskanie większości czy przywództwa, lecz przyznanie każdej z organizacji posiadania wpływu na ważne decyzje KP w odniesieniu do reprezentowanej bazy członkowskiej. Jaki to będzie parytet czy przelicznik, niech o tym zadecydują właśnie delegaci.
PZKO powinno mieć swą wagę w strukturze organizacyjnej Kongresu Polaków. Nawet nie ze względu na ilość swoich członków, ale przede wszystkim ze względu na poświęcenie oraz wieloletnią bezinteresowną działalność wszystkich członków PZKO, także w innych organizacjach, poza PZKO, dla zachowania naszej tożsamości narodowej.
Mam nadzieję, że przedstawione fakty przekonają nieprzekonanych oraz wątpiących o rzeczywistych intencjach, którymi PZKO kieruje się proponując przedstawione zmiany.
Obrady delegatów Zgromadzenia Ogólnego Kongresu Polaków to ogromna odpowiedzialność i wielka nadzieja na dokonanie zmian w dobrym kierunku. Kongres Polaków może w ten sposób stać się rzeczywistym reprezentantem tych osób, którym zależy na tym by być Polakiem, którzy dbają o naszą polskość i działają na korzyść Polaków na Zaolziu.
Niech Kongres Polaków właśnie będzie otwartym na zmiany i nowe idee reprezentowane przez szerokie rzesze członków naszej społeczności. Nie zmarnujmy takiej szansy. Razem będzie nam raźniej!
Dlatego zachęcam do głosowania za przyjęciem proponowanych przeze mnie zmian statutu KP.
Strzyżenie wąsów - głos Czytelnika
• Polityka,
• Wydarzenia - 7 maja 2012 06:00:00
Andrzej
Nasz Czytelnik,
Andrzej, podzielił się swoimi spostrzeżeniami po
lekturze tekstu na stronie Głosu Ludu. W całości
prezentujemy tę opinię.
No i mamy nowego żabiego generała. Marian Siedlaczek na
stronie internetowej Głosu Ludu z 18 kwietnia zdecydował
się przystrzyc wąsów prezesowi Polskiego Związku
Kulturalo-Oświatowego (PZKO) Janowi Ryłce. O co poszło?
Jan Ryłko przed nadchodzącym XI Zgromadzeniem Ogólnym
Kongresu Polaków skrytykował rozdrobnienie organizacji
polonijnych Zaolzia, przynoszące z sobą marginalizację
ich znaczenia i marnowanie napływających z różnych
źródeł środków. Dla niewtajemniczonych – PZKO powstało w
roku 1947 i w latach socjalizmu było jedyną organizacją
polonijną na terenie Zaolzia. Po upadku socjalizmu
rozerwał się worek z nowymi kółkami i stowarzyszeniami,
niemniej PZKO pozostało organizacją najbardziej znaczącą.
W roku 1990 powstał więc Kongres Polaków, luźno
zrzeszający i reprezentujący owych 27 samodzielnych
zaolziańskich organizacji polonijnych. Jego obecnym
przewodniczącym jest Józef Szymeczek.
Wszystkich, którzy ciekawi są szczegółów, odsyłam na
nowy portal interetowy Głosu Ludu, gdzie w rubryce Moim
zdaniem (sic) znaleźć można artykuł Mariana Siedlaczka
zatytułowany "Niechciany konkubinat". Artykuł można by
kolokwialnie streścić w sposób następujący: Niech PZKO
nie podskakuje i niech siedzi cicho, bo ma bolszewickie
gó..o na głowie. Dość było indoktrynacji i rządu dusz
totalitaryzmu, dość już malwersacji (pamiętacie, jak
było z pewną salą balową, zamienioną obecnie na
wietnamski jarmark?)... Siedlaczek dostrzega jednak też,
o dziwo, pozytywne strony działalności PZKO, ale jest
ich naprawdę niewiele.
Z niektórymi wywodami Siedlaczka można się zgodzić, z
innnymi nie. Całość napawa jednak niesmakiem. Przede
wszystkim drwiny Siedlaczka z polszczyzny mieszkańców
Zaolzia. Z jednej strony to prawda. Ośmielę się
twierdzić, że trzy czwarte deklarujących w ostatnim
spisie ludności narodowość polską nie włada językiem
polskim. Napisano już zresztą na ten temat tomy. Dziwi
jednak to, że Siedlaczek obarcza winą za taki stan
rzeczy właśnie PZKO. Na jakiej podstawie dochodzi do
takiego wniosku, nie wiadomo.
Marian Siedlaczek z przekąsem podkreśla fakt, że po
polsku nie mówią dobrze nawet nauczyciele w polskich
szkołach Zaolzia. To też prawda. Faktem jednak pozostaje,
że tylko znikoma część z nich dostąpiła zaszczytu
studiów w Polsce. My natomiast - tak. Z Marianem często
spotykaliśmy się w stołówce akademika Piast w Krakowie.
Rzadko bo rzadko, ale jednak wpadaliśmy na siebie na
zebraniach krakowskiej komórki Socjalistycznego Związku
Młodzieży Czechosłowackiej. Jeden z nas był stypendystą
rządu socjalistycznej Czechosłowacji, drugi -
stypendystą rządu PRL. By uzyskać czeskie stypendium,
trzeba było mieć co najmniej neutralną opinię miejscowej
organizacji partyjnej. By móc ubiegać się o stypendium
polonijne trzeby było mieć oprócz tego jeszcze
rekomendację - tak, tak - samego PZKO.
Czy ja twierdzę, że któryś z nas był partyjny albo
szpiclował kolegów? Niczego takiego nie powiedzałem. Ale
obaj bezapelacyjnie byliśmy beneficjentami tamtego
systemu. Poprawność polityczna wymaga dzisiaj, by
odżegnać się od bolszewickiego kierownictwa dawnego PZKO.
Ośmielam się jednak twiedzić, że to właśnie owemu
bolszewickiemu PZKO (innego przecież nie było)
zawdzięczamy przetrwanie mniejszości polskiej na Zaolziu
do dnia dzisiejszego. Temu PZKO, kóre w czasach prania
mózgów, jak słusznie przytacza Siedlaczek, liczyło przed
dwudziestu laty dwadzieścia pięć tysięcy członków, czyli
niewiele mniej, niż wynosi obecna liczba Polaków na
Zaolziu.
Nikt, kto nie jest całkowicie pozbawiony rozsądku, nie
będzie twierdził, że trzeba spalić budowę Sejmu, bo tam
kiedyś zasiadali partyjni. Albo że trzeba zabronić
wydawania Głosu Ludu, bo był przez dziesięciolecia tubą
Komitetu Wojewódzkiego Komunistycznej Partii
Czechosłowacji. Przecież to przeszłość. Stosujmy więc
równą miarę.
Marian Siedlaczek, kończąc swój aratykuł, przytacza w
niezbyt zrozumiałym kontekście historię wyprowadzenia
Żydów z Egiptu, dając do zrozumienia, iż może tam należy
szukać pewnych podpowiedzi. O ile w praniu doczesnych
brudów musimy już posiłkować się Biblią, za właściwszą
uważałbym przypowieść o źdźble w oku bliźniego. A tak w
ogóle wolałbym zakończyć truizmem o sile uwarunkowanej
jednością. O potrzebie przebaczenia i wyciągnięcia ręki
do zgody (to też Biblia). Ale już widzę, jak co
poniektórzy łapią się za brzuchy, by nie pęknąć ze
śmiechu.
Tutaj można przeczytać tekst z którym polemizuje nasz
Czytelnik.
Link na Gazetę Codzienną: http://gazetacodzienna.pl/node/96921
Sejmiki (po raz kolejny) spełniły swoje zadanie
Co miało być uchwalone zostało uchwalone, co miało nie być uchwalone, nie zostało uchwalone. Tak w skrócie można by określić ostatnie Zgromadzenie Ogólne Kongresu Polaków w Republice Czeskiej.
Przygotowanie artyleryjskie
Zgromadzenie Ogólne Kongresu Polaków (ZO KP) poprzedzał odpowiedni masaż medialny delegatów prowadzony przez Kongres Polaków na łamach Głosu Ludu (GL). Rozpoczął się on od artykułu pana Melchiora Sikory – i to wcale nie przypadkiem.
M. Sikora tradycyjne wykorzystał komunistyczny atrybut odpowiedzialności zbiorowej wobec PZKO, przypominając sprawę utraconego Piasta. Niezgodnie z prawdą oskarżył PZKO, że to z jego powodu nie powstała spółka akcyjna mająca zarządzać Piastem. Rzeczywistym powodem była prozaiczna przyczyna – brak finansów potencjalnych akcjonariuszy. To był tylko początek ofensywy Kongresu Polaków.
Dalej następowały w GL relacje z sejmików, mające stworzyć wrażenie, że KP poprzez sejmiki ma bliski kontakt z całą „społecznością polską”, poruszając „wiele istotnych spraw”. W rzeczywistości tak nie było. Żenująco niska frekwencja na sejmikach nie ma z reprezentacją polskiej społeczności na Zaolziu nic wspólnego.
Największe poruszenie „strony kongresowej” spowodował uchwalony przez Konwent Prezesów oraz Zarząd Główny PZKO (ZG PZKO) wniosek zmian statutu Kongresu Polaków (KP). Prezes ZG PZKO Jan Ryłko przekazał go pisemnie do kancelarii KP z odpowiednim wyprzedzeniem, tak, by KP miał wystarczającą ilość czasu na podjęcie dialogu.
Czasu wystarczyło, zabrakło natomiast dobrej woli.
Po wypowiedziach żołnierzy przyszedł więc czas na generała. W artykule opublikowanym w GL pod znamiennym tytułem: „Kongres już nie dla wszystkich Polaków?” Józef Szymeczek jasno „wytłumaczył” potencjalnym delegatom, dlaczego wniosek ten nie powinien być na zbliżającym się ZO KP uchwalony.
Należało jeszcze przerzucić odpowiedzialność za zgłoszenie wniosku zmiany statutu KP, z Konwentu Prezesów oraz Zarządu Głównego PZKO - na jego prezesa. Ta zgrabna manipulacja miała przekonać czytelników o nieprzemyślanych konsekwencjach oraz osobistych intencjach prezesa ZG PZKO Jana Ryłki. Rzetelność dziennikarska, która wymaga, by w artykule wypowiedziały się obie strony, jest pracownikom GL obca. Co gorsza są w stanie jednostronne poglądy publikować jako niepodważalne fakty.
Następował kolejny wywiad z J. Szymeczkiem, w którym prezes KP zagroził, że jeśli na ZO KP przejdzie wniosek zmiany statutu KP, to nie będzie on ponownie ubiegać się o fotel prezesa KP. Tak też został skonstruowany program ZO KP - by J. Szymeczek mógł osobiście wpłynąć na głosowanie o wniosku PZKO a po jego odrzuceniu, wpisać swoją kandydaturę na listę.
Potem już wszystko potoczyło się bardzo szybko. Nie trzeba było nawet czytać imponującego artykułu Mariana Siedlaczka, któremu Kongres Polaków przydzielił w GL całą stronę do prezentacji poglądów „strony kongresowej”, by poprzez sprytne zestawienie kolorowego logo KP z czarno-białym logo PZKO oraz zdjęciem mówiącym: „Uwaga, będą tam zacni goście, więc się nie wygłupiajcie” – dokonać definitywnego ataku również na podświadomość czytelników. Majstersztyk pod każdym względem!
Nie mogło ponownie zabraknąć wypróbowanego komunistycznego atrybutu odpowiedzialności zbiorowej, przypominając potencjalnym delegatom po raz kolejny w tak krótkim okresie czasu utratę przez PZKO Piasta oraz ośrodka w Koszarzyskach. Taki był pogląd M. Siedlaczka, natomiast ciekawe spojrzenie na nasze zaolziańskie sprawy prezentuje autor zza między na stronach internetowych Gazety Codziennej.
Zapraszamy do jego lektury tutaj (http://gazetacodzienna.pl/node/96921 ).
W zdecydujący sposób „pomogły” wyznaczyć delegatom ZO KP właściwy kierunek znamienne tytuły artykułów w Głosie Ludu: „KP już nie dla wszystkich Polaków?”, „Niechciany konkubinat”, „Trzeba zgody na górze”, „Służyć wszystkim, nie tylko wybranym”...
Półgodzinne spotkanie z prezydentem Václavem Klausem na dwa dni przed ZO KP miało podnieść prestiż i znaczenie ustępującej Rady Kongresu Polaków poprzez wspólne zdjęcie opublikowane w dzień Zgromadzenia Ogólnego Kongresu Polaków na tytułowej stronie Głosu Ludu . Szkoda tylko, że nie dano takiej samej możliwości również pozostałym kandydatom do nowej Rady Kongresu Polaków by mogli zapozować do zdjęcia z Panem Prezydentem. Ale to też widocznie należy do „demokratycznego” arsenału „strony kongresowej”.
Poprzednie spotkanie z Prezydentem Klausem w Ostrawie zostało ad hoc zorganizowane w trakcie wizyty ś.p. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Pradze. Organizator, destruktor Ryłko, w pierwszym kroku zaprosił do udziału w spotkaniu w Ostrawie Prezesa KP J. Szymeczka oraz Konsula Konsulatu Generalnego RP w Ostrawie Jerzego Kronholda. To wydawało się oczywiste, że stronę zaolziańską na spotkaniu z Prezydentem powinni reprezentować ludzie posiadający mandat większości społeczności zaolziańskiej. Czy KP nie zna pojęcia wzajemności? Chyba nie.
Działanie przez zaskoczenie
Brak możliwości wcześniejszego zaznajomienia się z przygotowanymi materiałami na ZO KP było niewątpliwą skazą na pieczołowicie przygotowanym zgromadzeniu. Teczki z informacjami dotyczącymi ZO KP były do dyspozycji delegatów dopiero na miejscu. Nie można więc było się wcześniej przygotować.
Według przygotowanego regulaminu delegaci otrzymali najwyżej 3 minuty na przedstawienie swoich poglądów. Organizatorzy wyszli prawdopodobnie z założenia, że to, co miało być powiedziane, powiedziane już zostało.
Ciekawostką z pewnością był fakt, że program ZO KP otrzymany na miejscu w teczkach i opublikowany w sobotnim Głosie Ludu był inny niż ten otrzymany z kancelarii KP na dwa dni przed ZO KP.
Wielka Manipulacja
Deklaracje RKP prezentowane publicznie czasami nie pokrywają się z faktami. Zawsze byliśmy zapewniani, że funkcja Przewodniczącego Rady Przedstawicieli jest drugą „po bogu” funkcją w strukturach KP. Jednak w przedstawionej prezentacji zdjęć i sukcesów nigdzie nie było szefa Rady Przedstawicieli Rudolfa Molińskiego – ani na zdjęciach ze spotkania w MSZ w Warszawie, ani na spotkaniu z Prezydentem V. Klausem.
Działanie zgodnie ze statutem nie nastręczało problemów ustępującej ekipie. Na jakiej podstawie Tadeusz Wantuła reprezentował KP jako wiceprezes, skoro statut KP przewidywał tylko jednego wiceprezesa, którym był wybrany MUDr. Bogusław Chwajol?
Z Pełnomocnikami Gminnymi też chyba było coś nie tak, skoro przed ZO KP Pełnomocnikowi Gminnemu Marianowi Jędrzejczykowi odmówiono przedstawienia listy delegatów na ZO KP zasłaniając się ustawą o ochronie danych osobowych!
Od samego początku obrad ZO KP zaczęły się dziać tajemnicze rzeczy.
Najpierw poddano delegatom pod głosowanie i uchwalono przygotowane listy z nazwiskami, wśród których było nazwisko Jacka Sikory, którego w trakcie głosowania nie było na sali i nawet nie był delegatem na ZO KP!
Po zwróceniu uwagi na ten fakt z sali, następowało ponowne głosowanie o kooptacji innego członka do komisji uchwał bez uprzedniego odwołania z niej Jacka Sikory...
Kolejne głosowanie o przyjęciu regulaminu obrad zostało uwieńczone sukcesem pomimo tego, że brzmienie punktu nr 11 tego regulaminu odnośnie wyboru prezesa KP - nie było zgodne ze statutem, na co zwracał uwagę Marian Jędrzejczyk!
Zapis w ordynacji wyborczej brzmiał następująco:
„Rada Kongresu Polaków na zebraniu konstytuującym w dniu Zgromadzenia Ogólnego Kongresu Polaków wybiera prezesa. Swojego prezesa wybiera również w dniu Zgromadzenia Ogólnego Kongresu Polaków Komisja Kontrolna.”
Odnośny zapis w statucie KP brzmiał następująco:
”Pierwsze posiedzenie Rady Kongresu Polaków odbędzie się w dniu zakończenia Zgromadzenia Ogólnego i na nim Rada wybiera ze swego grona prezesa Kongresu i jednego wiceprezesa.”
Pouczające było wystąpienie Józefa Pilicha, który przypomniał prawnikowi KP Dariuszowi Brannemu, że zapytany o interpretację zapisu w regulaminie, nie ma wypowiadać swojego prywatnego zdania, ale miał odpowiedzieć, czy przedstawiony problem jest czy nie jest zgodny ze statutem. Na to zasadnicze pytanie delegaci niestety nie uzyskali odpowiedzi.
Następowało sprawozdanie z działalności KP przedstawione przez Józefa Szymeczka zaprezentowane jako: „nieustające pasmo sukcesów, których było tak wiele, że nawet nie można ich policzyć”. Nierzetelność sprawozdania polegała na tym, że nie było w nim ani jednego zdania o tym, czego nie udało się wykonać – np. cały szereg uchwał z poprzedniego ZO KP.
Kompletnym brakiem wyobraźni wykazał się prezes KP, gdy z uśmiechem na twarzy częstował czeską większość, swych potencjalnych partnerów w przyszłych rozmowach, niewybrednymi inwektywami.
Na sprawozdanie Józefa Szymeczka nawiązywało nie mniej wesołe „sprawozdanie” Komisji Rewizyjnej w wykonaniu T. Kędziery, który krótko i węzłowato stwierdzał: „spełniono punkty a,b,c,d,e,f... a nie udało się spełnić punktów g,h,i, j k,l ...” bez przedstawienia ich treści, tzn. nie mówiąc o tym, o co w tych punktach chodziło i dlaczego tego nie wykonano. To podkreśla pełną przejrzystość działań i intencji KP.
Wiele z uchwał z poprzedniego ZO KP zostało „przekwalifikowane” z „do wykonania” na „w toku realizacji” bez jakiejkolwiek uchwały ZO KP. Czy w ten sposób należy traktować delegatów ZO KP? Czy to aby nie jest totalna ignorancja i to w czasie obrad najwyższego organu Kongresu?
Gwoździem „wieczoru” było przedstawione przez Józefa Szymeczka uzasadnienie, dlaczego delegaci nie powinni uchwalić wniosku PZKO odnośnie zmian statutowych. Nie fatygując się z przedstawieniem samego wniosku, J. Szymeczek przedstawił wyłącznie swoje uzasadnienie poddając je pod głosowanie i stwierdzając, że: „...zmiany nie uwzględniają konsekwencji w działalności KP i mogą doprowadzić do totalnego chaosu, są nieprzemyślane i ma być wykreślone zdanie o nienaruszalności suwerennych praw organizacji...”. Zaproponował więc łaskawie „kompromis” – wspólne prace nad wprowadzaniem zmian statutowych w statutach KP i PZKO, odsuwając de facto o kolejne 4 lata tak ważną dla wszystkich decyzję. Pod pretekstem „totalnego chaosu” pan prezes Szymeczek był łaskaw ukrócić próby jakichkolwiek zmian wychodzących ze środowiska niekoniecznie związanego ze „stroną kongresową”.
Po przedstawieniu uzasadnienia prowadząca chciała poddać pod głosowanie propozycję J. Szymeczka, by delegaci odrzucili wniosek PZKO dotyczący zmian statutu KP.
Prezes ZG PZKO Jan Ryłko, przerywając głosowanie, poprosił w związku z tym o możliwość przedstawienia również swojego uzasadnienia w tej sprawie. Na to nie wyrażono zgody i próbowano ponownie przeprowadzić głosowanie.
Prezes Ryłko ponownie więc przerywając głosowanie, poprosił o możliwość przedstawienia swojego uzasadnienia żądając, by był traktowany na równi ze swym poprzednikiem. Po nerwowej naradzie przy stole prezydialnym zgodzono się by J. Ryłko przedstawił swoje uzasadnienie. (Uzasadnienie prezesa ZG PZKO Jana Ryłki można przeczytać tutaj – odkaz hipertekstowy). Zapraszamy wszystkich do lektury całego uzasadnienia, które zostało przedstawione w kwietniowym numerze Zwrotu.
Za wnioskiem J. Szymeczka o odrzucenie wniosku zmian statutowych głosowało 116 delegatów, przeciw było 18 a 20 wstrzymało się od głosu. Wniosek PZKO dotyczący zmiany statutu KP został odrzucony. Historia więc się powtarza, pod warunkiem, że jest wygodna dla „ludzi trzymających władzę”. Oba poprzednie wnioski zmiany statutu Kongresu Polaków sprzed czterech i ośmiu lat poruszające te same kwestie, również zostały wcześniej odrzucone. Manipulacja podszyta obłudą!
Finał
Na znak protestu przeciwko nieuczciwemu prowadzeniu ZO KP oraz manipulacjom, jakich na ZO KP wobec zgromadzonych delegatów dopuszczali się prowadzący oraz J. Szymeczek, prezes Jan Ryłko opuścił salę obrad. Był to gest braku przyzwolenia na praktyki KP a nie osobista manifestacja. I o tym należy pamiętać.
Do chwili opuszczenia sali obrad Zgromadzenia Ogólnego Kongresu Polaków, prezesa ZG PZKO Jana Ryłko miało odwagę publicznie wesprzeć tylko pięciu delegatów.
iPZKO Orłowa lutynia
droga do polskiej kultury
Miejscowe Koło PZKO Orłowa Lutynia
Orłowa Lutynia to dziś przede wszystkim duże osiedle mieszkaniowe, którego budowę rozpoczęto w latach 60. ub. w. Do 1960 r. znajdowała się na tych terenach samodzielna, leżąca koło Orłowej, miejscowość o nazwie Lutynia Górna i taką w świadomości rdzennych mieszkańców pozostała. Jeszcze wcześniej, do 1946 r., nosiła nazwę Lutynia Polska, w odróżnieniu od Lutyni Niemieckiej, dziś Dolnej.
W nawiązaniu do tradycji
Miejscowe Koło PZKO w dzisiejszej Orłowej Lutyni założone zostało 30.9.1947. Statystyki podają, że w Lutyni Górnej mieszkało w 1948 r. 450 Polaków. Dziś MK liczy 294 członków, z czego wniosek, że mimo zalewu obcych górnolutyńscy Polacy trzymają się mocno.
Związkowcy nawiązali w swej działalności do bogatej tradycji przedwojennych polskich organizacji. Pierwszym prezesem Koła PZKO został Jan Wojtek, najdłużej, bo aż 31 lat, funkcję tę pełnił Franciszek Halfar, po 1990 r. przewodniczył Kołu Karol Żyła, w chwili obecnej MK prowadzi Piotr Brzezny.
Zamkniętym wydaje się już dziś rozdział amatorskiego ruchu teatralnego. Górnolutyński zespół teatralny powstał zaraz po założeniu Koła i przez wiele lat należał do czołówki amatorskich teatrów na Zaolziu. Do 1984 r. wystawił 34 premiery, były wśród nich także bardzo ambitne pozycje klasyków literatury, np. W. Szekspira, A. Fredry, A. Jiráska. Długoletnim kierownikiem i głównym reżyserem zespołu był Alojzy Kudziełka, ale z zespołem pracowała również m.in. Aniela Bystroń. Scenografię przygotowywał Wiktor Jędrzejczyk, trzon grupy aktorskiej tworzyli: Ilona Bednarz, Bożena Bogocz, Romuald Fismol, Janina i Józef Holeszowie, Bogusław Chwajol, Czesław Jędrzejczyk, Halina Hila, Zygmunt Jeżowicz.
W świetnej kondycji natomiast jest od dziesiątków lat górnolutyńskie śpiewactwo, a i ruch taneczny nie zamiera.
Pohasać po skotnicy
Zespół taneczny powstał w 1948 r. Pracował początkowo pod kierownictwem Ferdynanda Króla. Wysoki poziom kunsztu tanecznego sprawił, że zespół często zapraszano na występy nie tylko w najbliższej okolicy. 136 razy zaprezentował się w ciągu pierwszych pięciu lat istnienia, np. w Stražnicy i Jiráskovém Hronově. Zespół ten uzyskał najwyższe odznaczenie PZKO – „Zasłużony dla Związku”. Odonia Charvát, jedna z tancerek zespołu, zaczęła sama zajmować się choreografią i w 1961 r. wzięła górnolutyńskich tancerzy pod swoje skrzydła. Ćwiczyła tańce charakterystyczne, balowe, ale najbardziej lubiła tańce ludowe. Swoją pasją potrafiła zarazić młodzież. Przygotowywała z tancerzami obrazki sceniczne według dawnych obrządków, np. „Na miedzy”, „Jak to było przy muzyce w Lutyni”, „Zasadzymy zimnioki”. Zespół pod nazwą Skotnica znany był nie tylko na całym Zaolziu, często występował w Polsce i innych krajach. W 1990 r. utworzyła z młodszych tancerzy zespół pod nazwą Skotniczka.
Skąd wzięła się nazwa zespołów?: „Skotnicą - wyjaśnia Odonia Charvát - nazywano miedzę, która prowadziła do tramwaju, miedzę, po której kiedyś, jak opowiadała mi babcia, pędzono bydło, nazywane niegdyś skotem. Ludzie tą skotnicą skracali sobie drogę. Później służyła ona jako skrót do naszej kultury, bo znajdowała się tu polska szkoła, a u pana Króla w gospodzie odbywały się przedstawienia, akademie, próby zespołu tanecznego. Znikła, kiedy postawiono tu osiedle. Kiedy więc tworzyłam zespół folklorystyczny, bardzo zależało mi, by upamiętnić tę naszą skotnicę, po której chodzili nasi ludzie”.
Zespoły Skotnica i Skotniczka często zmieniały swój skład, bo ich członkami byli młodzi ludzie, uczniowie, którzy po opuszczeniu szkół często nie znajdowali już czasu, by uczestniczyć w regularnych próbach. Zmniejszająca się ilość dzieci w polskich szkołach powodowała, że mniejszy był wybór kandydatów na tancerzy. Ale Odonia Charvát była zdania, że z każdego dziecka da się coś wykrzesać. O poziomie artystycznym Skotnicy i Skotniczki świadczą zresztą liczne zaproszenia do udziału w imprezach folklorystycznych, festiwalach, także w Strażnicy, w wielu miastach Polski, ale również na Słowacji, w Portugalii, Rumunii czy na Węgrzech.
Po wymianie generacyjnej kierownictwa zespołu w maju br. po raz pierwszy zaprezentowała się Nowa Skotniczka. Zespół prowadzą Daria Woźnica i Hanna Hila.
Śpiew brzmi w Lutyni od dawna.
Chór mieszany Zaolzie pod batutą Urszuli Odstrčil podtrzymuje tradycje śpiewu chóralnego w Orłowej Lutyni.
Poprzednikami obecnej dyrygentki byli m.in. Emil Hila (senior), Edyta Kudziełka, Edward Kania, Emil Jędrzejczyk, Marian Jędrzejczyk. Oprócz chóru mieszanego, który nazwę Zaolzie przyjął dopiero w 1990 r., istniał w MK tercet żeński w składzie: Ilona Bednarz, Bożena Bogocz, Janina Holesz, jak również kwartet męski, w którym śpiewali Bronisław Bednarz, Edward Kania, Czesław Jędrzejczyk, Władysław Orszulik. Ambitny repertuar małych zespołów zawierał oprócz piosenek popularnych, szlagierów tamtych lat, także utwory kompozytorów światowego formatu, np. Schuberta, Dvořáka czy Moniuszki.
Chór Zaolzie należy do aktywnych zespołów śpiewaczych PZKO, występuje nie tylko na imprezach związkowych, ale dzięki bogatym kontaktom współpracuje również z chórami z Rydułtów, Czechowic Dzidzic i Nakła Śląskiego w Polsce.
We własnym Domu
Od 1998 r. pezetkaowcy spotykają się w Domu PZKO, który jest już ich własnością, a wcześniej wynajmowany był Kołu przez urząd miasta, od 2004 r. należy do nich także okalający go ogród. Budynek to dawna siedziba Centralnego Stowarzyszenia Spożywców w Łazach. W latach 1979-1981 został gruntownie przebudowany, oczywiście rękami pezetkaowców pod wodzą Wiktora Jędrzejczyka. W październiku 1981 r. nastąpiło uroczyste otwarcie. Wtedy jeszcze nikomu nawet przez myśl nie przeszło, że Dom PZKO w niedalekiej przyszłości stanie się własnością Koła.
Położony w spokojnej dzielnicy wśród domków rodzinnych, ale niedaleko dzisiejszego centrum Orłowej, razem z polską szkołą stanowi punkt kontaktowy dla Polaków w tej części miasta. W Domu PZKO odbywają się imprezy Koła, z których długoletnią tradycję mają bale, festyny, wianki, dożynki itp. Tu przebiegają próby zespołów, tu wreszcie spotykają się członkowie klubów. Całkiem nowym pomysłem, który podsunął były gospodarz Domu PZKO Stanisław Monczka, który ma sprawdzić możliwości wykorzystania budynku, jest Dzień Gospodarza (1.5.br.).
Od założenia Koła działa Klub Kobiet, troszczący się o zaplecze kulinarne imprez i organizujący wystawy będące plonem kursów robót ręcznych czy gotowania. Panie mają swoje regularne spotkania, organizują też prelekcje na tematy zdrowotne, kulinarne i in. Zasłużonymi kierowniczkami Klubu Kobiet były Marta Antoszykowa, Elżbieta Jędrzejczyk, Edyta Kudziełka, Wilhelmina Drozd, Wanda Brzezna, Janina Holesz, obecnie prowadzi go Zofia Heinz.
Ze zmienną aktywnością pracował Klub Młodych i Klub Seniora, w 1994 r. odrodził się Klub Sportowy, a właściwie jego sekcja tenisa stołowego, która pod kierownictwem Marii Trombik trenuje i organizuje turnieje. Ciekawostką jest istniejący od początku zespół techniczny, prowadzony m.in. przez Wiktora Jędrzejczyka i Józefa Bednarza, zadaniem zespołu jest organizacja zaplecza technicznego imprez.
Koło widoczne w mieście i za granicą
MK PZKO w Orłowej Lutyni jest organizacją, o której słychać nie tylko w Orłowej. W latach 2003, 2004 i 2006 otrzymało wyróżnienia Rady Miasta dla najaktywniejszej organizacji społecznej w Orłowej. Koło włącza się i współorganizuje imprezy miejskie, wykorzystuje również w sposób maksymalny swoje kontakty i owocną współpracę z polskim miastem Rydułtowy i Czechowice Dziedzice. Zespoły Koła wyjeżają na imprezy organizowane w tych miastach prezentując dorobek kulturalny Zaolzia w miastach partnerskich. MK PZKO jest też organizacją na terenie miasta, dzięki której kontakty nie tylko kulturowe, ale szkolnictwa, sportu czy biznesu pomiędzy Orłową a miastami partnerskimi nabierają stale głębszych rozmiarów, co jest bardzo pozytywnie odbierane we władzach tych miast.
!!! UWAGA !!!
Dla możliwości rozsyłania komunikatów i ogłoszeń za pomocą poczty elektronicznej prosimy zainteresowanych o nadsyłanie Państwa adresów e-mailowych z równoczesną aprobacją do odbioru naszych komunikatów

